Ćwiczenia na korcie dla początkujących.
Ćwiczenia na korcie dla początkujących.
Wariant 1: Gra indywidualna
Początki nauki to zadania głównie zabawowo-techniczne ( ot prosta gra piłką gąbczastą ) aby złapać bakcyla i za szybko się nie zrazić. Nic tak nie zniechęca jak niepowodzenia, a w tenisie o nie nie trudno. Potem jest etap grania piłkami miękkimi, wyłącznie z ręki. W końcu jakoś technikę trzeba opanować, a nagrywanie rakietą w tym nie pomoże. Wplatywanie do tego masy ćwiczeń rzutowych powinno być na porządku dziennym. W przypadku dzieciaków nie ma z tym problemu. Niestety dorośli potrafią "odpyskować", że są wielcy prezesi i oni nie będą robić z siebie idiotów rzucając piłeczką. Trudno, ich strata. A potem kaleczą technikę i narzekają na łokieć bo wykonują ruch mieczem na dodatek na zamkniętym nadgarstku. Ich sprawa. Ja zachęcam ich do tego, ale zmusić nie mogę. Klient płaci, klient wymaga. W miarę czasu piłki można rzucać z większej odległości, dodać nie jedno a parę uderzeń w serii, popracować bardziej nad pracą nóg a nie tylko nad graniem z miejsca ( co wcale nie oznacza, że mamy po prostu zacząć rzucać na boki, nie o to chodzi. Tutaj droga jest długa i momentami dosyć wyboista. Nie sposób opisać jej w dwóch zdaniach.
Generalnie taką drogę powinno się objąć i podążać nią przez około rok, do półtora. Wtedy człowiek dorosły najwięcej łapie i można zadziałać na polu technicznym. Po tym okresie następuje faza znacznego spowolnienia w nauce. Wtedy czas najwyższy wziąć na ruszt po prostu pracę nad regularnością. Zmniejszamy ilość ćwiczeń technicznych ( ale nie do zera ), a dodajemy więcej zwyczajnej gry. Na małe kara gąbką ( są takie o różnych kozłach, przyspieszeniu itp. ), potem ewentualnie piłeczką do unihokeja ( sprawdza się rewelacyjnie ), miękkimi piłkami, a potem to już granie na 3/4 kortu i cały kort. Jak wejdziemy na ten ostatni etap, to stopniowo możemy odstawić ćwiczenia techniczne. Jeżeli gość gra 8 razy w miesiącu, czyli 2x w tygodniu, to niech te ćwiczenia techniczne zajmują maksymalnie 25% czasu spędzonego na korcie. Reszta to zwyczajne ogrywanie się. I też, drodzy trenerzy, ruszmy dupy i nie nagrywajmy piłek z koszyka. To nieefektywne! Wychodzisz na kort i grasz z uczniem wymianę. W ten oto sposób z koszyka 40 piłek uczeń odbije nie regulaminowe 40, tylko wielokrotność tego. Tak czy siak będzie do przodu. Koszykarz na korcie to najgorsza rzecz jaka może spotkać ucznia. I po tym etapie, czyli powiedzmy po roku grania w ten sposób wyrzuca się kompletnie ćwiczenia techniczne. One się już do niczego nie przydadzą.
Wariant 2: gra w grupie
Początki są dokładnie takie same, tylko proces nauczania techniki powinien być odrobinę dłuższy. Po pierwsze dlatego, że mniej uderzeń wykonają uczniowie, a po drugie naszym głównym celem jest aby możliwie jak najszybciej dojść do poziomu, gdy uczniowie sami będą mogli rozgrywać między sobą wymiany. Czy to gąbką, piłką to unihokeja czy miękkimi piłkami. Jeżeli za szybko pozbędziemy się ćwiczeń, to potem z tymi wymianami może być cienko. Najgorsze co może być, to trener, 2+ uczniów i gramy na przemian. Czasami się nie da inaczej, owszem, ale generalnie tego powinniśmy unikać. Jak sobie klient inaczej zażyczy to nie mamy prawa głosu ( ewentualnie możemy odmówić nauczania, ale warto pytać uczniów tak, aby uzyskać taką odpowiedź jaka nas satysfakcjonuje.